|
|
dispensable.blog.pl No Light, No Light Tak sobie rozmyślam nad istotą przyjaźni, znajomości z innymi. Tak sobie myślę dlaczego niektórzy odchodzą, mimo, że najpierw są blisko-blisko a potem już dalej i dalej aż w końcu kontakt się kończy i nie ma się o czym mówić. Albo gorzej. Po x latach znajomości kończy się ją usunięciem z facebooka. Nawet 12 latek wie, że jeśli nie ma czegoś na fejsie, to nie ma tego wcale.
Jestem chyba dziwna. Tak sobie analizuję i zastanawiam się, co się właściwie stało, że 'przyjaciółka' (cudzysłów wskazany, tak myślę) nagle nią przestaje być. Bo nowy chłopak? Bo problemy na uczelni? Bo depresja? Bo odwróciłam się na pięcie kiedy zaczęła krzyczeć na mnie na ulicy? Nie rozumiem. Nie unoszę się dumą ale zwyczajnie nie mam ochoty na wyciąganie ręki, jestem zwyczajnie ostatnim rokiem zmęczona. Nie jestem potworem. Nie jestem złym człowiekiem. Sama siebie muszę do tego przekonywać, bo zaczynam myśleć, że jest inaczej.
Najpierw Big, problem post-Big, nowy chłopak, uczelnia, problemy w pracy, problemy z matką chłopaka, problem na uczelni. Za dużo, dla mnie za dużo. Tak jakbym obuchem między oczy dostała, a na końcu ona. Po prostu jej potrzebowałam. Miałam nadzieję, że vice versa. Dziwne to wszystko, nic nie rozumiem.
by dispensable | 2012-05-16 19:55:35 | skomentuj! (0) Another Kind Of Love Is Easy To Forget Myślę, że mam depresję. Ale nie taką depresję w stylu gimnazjum. Taką fest. Z płakaniem non stop, bez powodu. Z atakami paniki przed wyjściem z domu. Z wybuchami agresji i zniechęcaniu do siebie wszystkiego co ma głowę i dwie nogi. Mam wrażenie, że jakaś część mnie postanowiła zniszczyć cały mój świat a na końcu wykończyć mnie samą. Czasami mam wrażenie, że świat oglądam przez szybkę - niemożność wpływu na rzeczywistość traktuję jako brak pilota. Ot, przeleci.
Niby mam się z czego cieszyć... jestem w związku, wyjeżdżam za parę miesięcy, nie jestem otyła, nie jestem w ciąży. Same pasmo szczęscia.
Tylko z tego szczęcia coraz częściej wyję jak zaszczute zwierzę - dopiero kiedy od własnego płaczu zaczyna mi pękać głowa albo zaczynam się dusić/wymiotować to robi mi się lepiej. Autodiagnoza? Jestem przerażająca.
Już dawno nie miałam aż takiej niskiej samooceny.... Mój facet chyba też tak myśli, bo konsekwentnie nie chce się ze mną kochać, zaczynam bić nowe rekordy. Cóż.
Zabawne jest obserowanie jak powoli się rozpadam. Przebarwienia, infekcje, brak snu, matowe włosy, łamiące się paznokcie. Tragedia, wyglądam jak jaskiniowiec jednocześnie posiadając ogromne pokłady energii - po 2 godzinach snu mogę intensywnie biegać/jeździć rowerem/sprzątać - jednym słowem, zlać się potem a na końcu jeszcze zrobić komuś awanturę i się rozpłakać. Mogę robić wszystko, byle nie wymagało by to skupienia i koncentracji. To się nie udaje.
Depresja.
by dispensable | 2012-03-21 00:28:40 | skomentuj! (0) There Is Fear In These Eyes Nietypowe rozwiązania czasami wydają się być tymi najlepszymi. Najbardziej przykre rzeczy da się sprowadzić do "wszystko mi jedno", nawet kiedy, przynajmniej teoretycznie, wcale nie powinno tak być. No ale jednak jest. Mam to w nosie. Wisi mi to. Parę kurew posłanych w powietrze i już jestem spokojna jak ta lala. Tylko proszę teraz mnie zostawić i nie zbliżać się do mnie, powiedzmy, przez parę miesięcy, muszę ochłonnąć.
Najniefajniej jest, kiedy tyłka daje ktoś, na kogo się liczy. "Przyjaciel" - jak się okazało, od siedmiu boleści. Bo? Bo mam faceta? Na stałe? Na poważnie? Bo już nie można mnie bajerować i próbować zbudzać zazdrość opowieściami o Och-Jakże-Licznych-I-Niezwykle-Giętkich koleżankach? ...
... tak jakby kiedykolwiek można było to robić. Reguły były ustalone. Tak mi się wydawało, że były ustalone. Konkluzja: nic z tego nie będzie, bądźmy znajomymi.
Przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Wszystko kręci się w okół jednego. Fakt, może mój nowy faccet nie powinien się nastawiać i nawać okazji do pokazania reszcie jacy to z nich stuprocentowi samcy i ile wódy potrwafią wypić bez popity. Głupia byłam, że tyle czasu wierzyłam, że w tej znajomości chodziło o coś więcej, o coś bardziej wartościowego niż takie zwykłe, prozaiczne wsadzanie i wyjmowanie.
Jezu, ileż ja się muszę nauczyć jeszcze!
by dispensable | 2012-01-09 00:19:42 | skomentuj! (0) Can You Feel The Love Tonight? Lubię słuchać pięknych piosenek o miłości, o rozstaniu, o takim prawdziwym uczuciu. Kiedy je słyszę czuję takie drapanie w dole serca, takie uczucie bardzo podobne do tęsknoty - takie jakie się czuło w pierwszych dniach kolonii w podstawówce. Chcę do domu.
Muszę ze smutkiem przyznać, że zgubiłam się. Nie wiem gdzie jestem i nie wiem czego chcę. Nawet brzuch mi sflaczał bo ostatnio nie śmieję się tak często jak kiedyś; to jednak prawda, że śmiech jest najlepszym ćwiczeniem. Cóż, może przynajmniej nie przybędzie mi zmarszczek.
Ostatnio za często otwieram stronę z blogiem; patrzę w puste pole i zwyczajnie nie wiem, co chcę napisać. Tyle rzeczy którymi czuję potrzebę podzielenia się, ale z drugiej strony taki głupi lęk "że ktoś, jakoś, kiedyś" to zobaczy, że będzie oceniać, że będzie mieć pretensje, że będę się denerwować i że będę płakać i cała się spocę a potem będę mieć okropne sny i będzie mnie boleć brzuch.
Tak bardzo bardzo mocno chcę uwierzyć, że ostatnich miesięcy nie było, że to wszystko nie miało miejsca i że dalej jestem rozwydrzoną dziewczynką latającą do Paryża. Moja świadomość zatrzymała się gdzieś w marcu i od tego momentu nie przyjmuje do wiadomości, że jest już koniec grudnia a ja siedzę w gównie po uszy i nie mam siły z niego się wygrzebać. Zostaje mi tylko słuchanie muzyki, bo ostatnio łapię się na tym, że już nie marzę. Nawet przy The Knife nie produjuję w głowie tych skomplikowanych układów muzycznych, tylko słucham i alnalizuję tekst.
Nic mi się nie chce. Wiem że coś muszę, ale wciąż czuję się kontrolowana, nieszczęśliwa, zamknięta w klatce. Mam ochotę wziąć oddech, duszę się. Wszystkich muszę oszukiwać, pogubiłam się do końca co komu i ile mogę powiedzieć. Gdybym tylko robiła to złośliwie! Gdyby to było z wyrachowania! Niektórych rzeczy nie można mówić ludziom, których się kocha.
Gdyby nie ci ludzie chyba było by inaczej z moim życiem. Jednak. Chyba by nie było.
by dispensable | 2011-12-23 00:21:50 | skomentuj! (0) My U.S. of Angel I wtedy nagle okazało się, że wciąż istnieją ludzie, którzy mają w sobie to COŚ. Czy to nie jest wspaniałe? Może nie stan eforii, może nie skakanie z radości pod sufit ale jednak. Promyk nadziei. Nie jest ze mną tak źle? Czyli... mimo to całe gówno, przez które musiałam ostatnio przejść, udało mi się zachować normalność, udało mi się zostać sobą? Czyli... czyli jednak w jakiś pokręcony sposób, zupełnie dziwny, cały czas była we mnie tak malutka część prawdziwej mnie, taka, która nie dała mi zatonąć?
Czyli... są ludzie, którzy mimo wszystko rozumieją, którzy są i którzy myślą, mają w sercu to coś, co pozwala nie tracić zdrowego rozsądku i wiary we własne ja?
Jest w powiedzeniu, że to, co nas nie zabije, to nas wzmocni, dużo prawdy. Jestem dużo mocniejsza. Starsza emocjonalnie o jakieś 15 lat, ale jestem. Istnieje, stoję dzielnie i jeszcze się nie rozpadłam do końca (... chociaż bywyały momenty, kiedy pasek od szlafroka wydawał się być mocno zachęcający do zawiązania bliższej znajomości.. tak, zawiązania).
To dziwne, ale pierwszy raz od wielu, wielu, wielu tygodni czuję w sobie siłę. Wracam do siebie. Powolutku... ale wracam.
by dispensable | 2011-07-27 23:38:28 | skomentuj! (0) Until We Bleed ... wszystko się tak szybko zmienia, a ja najszybciej. Przez ostatnie miesiące moje życie zmieniło się o 180 stopni, i to parokrotnie. Prawdę mówiąc, wszystkie moje poprzednie rozterki wydają się niczym i muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, że życie uczy pokory. Los spłatał mi figla a ja, mimo, że wciąż staram sobie radzić, czuję się niesamowicie samotna i zagubiona. Poruszam się po omacku, bardziej instynktownie niż kiedykolwiek. Zraniłam wielu ludzi, a siebie najbardziej. Myślę, że to, co zrobiłam, nigdy nie pozwoli mi na spokojne spanie w nocy, już do końca życia będę się budzić w środku nocy zlana potem, i już do końca będę mieć te okropne koszmary i wyrzuty sumienia. Wybrałam siebie, wybrałam przyszłość. Tylko, że moja samowartość jest już tak mała, że mam wrażenie, że nigdy nic nie dam rady z siebie nikomu dać, że lepiej od razu zrazić do siebie wszystkich, żeby ominął ich jakikolwiek zawód z mojej strony. Chciałabym powiedzieć, że mam depresję albo jakieś załamanie psychiczne, ale pewnie to nie to. Pewnie choruję na nieuleczalne sukrwysyństwo. Ja nawet niczego nie żałuję. Nie chcę niczego odkręcać ani niczego naprawiać. Ani nikogo przepraszać. Chcę tylko zasnąć i się już nigdy nie obudzić, i już nawet nie dlatego, że wciąż mam to poczucie, że wszystkich rozczarowuję i okłamuję, ale dlatego, że brzydzę się sama sobą. Szkoda mi swojego ciała, że ma w sobie taki głupi umysł. Brzmię jak mały, rozhisteryzowany emo-nastolatek. Niestety, i na to zbyt mało finezji. Jak pisanie pomaga... by dispensable | 2011-06-22 23:16:29 | skomentuj! (0) Bulid An Army Jestem jak sparaliżowana. To wszystko dzieje się za szybko i nie udaje mi się za tym do końca podążać. Wszystko wymknęło się spod kontroli... ... miało być słodko, przyjemnie i tajemniczo. Skończyło się na jego rozstaniu z partnerką, łzach, nerwach i niepokoju. On chce ze mną być, on chce, żeby było oficjalnie, on chce, żebym poznawała jego rodziców i on chce, żebyśmy na jego urodziny wyjechali razem. Razem, razem. On jest tutaj. W ciągu 15 minut może być obok. Sposób w jaki na mnie patrzy... Czuję się szczęśliwa, ale jednocześnie boję się, okropnie się boję, zaangażować w to wszystko. To nie tak miało być! To nie on miał się zakochać... nie chciałam, żeby kończył swój 10-letni związek... Dla nas obojga to miała być zabawa, oderwanie się od nie do końca udanych relacji, moich z Bigiem, a jego z D. Czuję się fatalnie, okropnie. Z jednej strony czuję, że chcę wziąć telefon i zadzwonić do Biga, powiedzieć mu, że jest ktoś, kto ZAKCEPTOWAŁ mnie taką, jaka jestem, bez wymagania zmian i poprawek i bez trzymania mnie na dystans... z drugiej strony, sama myśl, że już więcej Biga mogę nie zobaczyć, nie spotkać się z nim... przeraża mnie. C. miał na tyle odwagi, żeby wszytko skończyć i postawić wszystko na jedną kartę... nie chcę go zawieść... Jak bardzo bym chciała, żeby ktoś mi powiedział, co dalej robić. by dispensable | 2011-04-18 09:08:27 | skomentuj! (0) |
księga gości 2012 maj marzec styczeń 2011 grudzień lipiec czerwiec kwiecień marzec styczeń 2010 grudzień październik czerwiec maj kwiecień marzec styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień blog.pl |